Polskie kino ma się czym chwalić i to nie od wczoraj. Raz wzrusza do łez, raz rozśmiesza tak, że człowiek parska do kubka z herbatą, a czasem po prostu pokazuje nam samych siebie w krzywym zwierciadle. Jeśli więc wpisujesz w wyszukiwarkę najlepsze polskie filmy, to dobrze trafiłeś: poniżej znajdziesz i klasykę, i współczesne hity, które udowadniają, że rodzime kino potrafi być ambitne, zabawne i całkiem brawurowe. Bez zadęcia, ale z klasą. No, prawie zawsze.

Klasyka, czyli filmy, które zna każdy, nawet jeśli twierdzi inaczej

W polskim kinie są tytuły, które żyją własnym życiem. „Miś” Stanisława Barei to właściwie dokument o absurdach codzienności, tylko nakręcony w formie komedii. Dialogi z tego filmu weszły do języka potocznego szybciej niż modne hasła z internetu. Podobnie działa „Rejs” Marka Piwowskiego – film dziwny, genialny i tak polski, że aż boli. Każdy ogląda go inaczej: jedni widzą satyrę, inni kabaret, a jeszcze inni pytają, czy to aby na pewno nie był żart z całego systemu.

Do kanonu należą też dramaty, które nie potrzebują fajerwerków, by zostać w pamięci. „Człowiek z marmuru” i „Człowiek z żelaza” Andrzeja Wajdy to kino z wielką literą „K”, opowiadające o historii, polityce i o tym, jak cienka bywa granica między bohaterem a trybem w maszynie. Z kolei „Krótki film o miłości” i „Krótki film o zabijaniu” Krzysztofa Kieślowskiego pokazują, że polskie kino potrafi być subtelne, mądre i do bólu prawdziwe. Bez zbędnego pudru, za to z emocjami, które zostają na długo.

Najlepsze polskie filmy komediowe, czyli śmiech z nutką autoironii

Jeśli istnieje narodowy sport w Polsce, to obok narzekania i oglądania prognozy pogody jest nim śmiech z własnych przywar. Tu właśnie błyszczą najlepsze polskie filmy komediowe. „Seksmisja” Juliusza Machulskiego to klasyk, który mimo upływu lat nadal bawi, bo jego żarty nie zestarzały się tak bardzo jak niektóre fryzury z lat 80. „Kiler” to z kolei przykład, że można zrobić komedię sensacyjną tak lekką, iż nawet po latach człowiek cytuje ją przy grillu.

Warto też wspomnieć o nowszych produkcjach, które pokazują, że polska komedia potrafi odetchnąć świeżym powietrzem. „Bogowie” co prawda nie są komedią w ścisłym sensie, ale mają w sobie mnóstwo energii, humoru i świetnie napisanych dialogów. Z kolei „Dzień świra” Marka Koterskiego to film, który śmieszy i jednocześnie lekko przeraża, bo każdy widz odnajdzie tam kawałek własnej codzienności. I to jest w nim najzabawniejsze. Oraz najbardziej niepokojące.

Nowe hity, które pokazują, że polskie kino nie stoi w miejscu

W ostatnich latach rodzime produkcje udowodniły, że nie trzeba odgrzewać tych samych kotletów, by przyciągnąć widzów do kina. „Boże Ciało” Jana Komasy zdobyło uznanie nie tylko w Polsce, ale i za granicą, bo łączy silną historię z doskonałym aktorstwem. To film, który zostaje w głowie, bo nie daje prostych odpowiedzi – a przecież prostych odpowiedzi szukamy zwykle tylko w instrukcji składania mebli.

Ogromne zainteresowanie wzbudziły też „Zimna wojna” oraz „Cicha noc”. Pierwszy zachwyca formą, muzyką i emocjonalną precyzją, drugi pokazuje rodzinę tak prawdziwą, że człowiek momentalnie zaczyna doceniać spokojniejsze święta. Warto również sięgnąć po „Ofiarę”, „Sługę narodu” czy „Śniegu już nigdy nie będzie” – to przykłady, że współczesne kino polskie chętnie łączy dramat, satyrę i społeczną obserwację. Czyli wszystko to, co lubimy najbardziej, nawet jeśli potem potrzebujemy chwili, by dojść do siebie.

Filmy historyczne i wojenne, które nie robią sobie żartów z pamięci

Polskie kino historyczne ma szczególne znaczenie, bo opowiada o wydarzeniach, które nadal są częścią naszej tożsamości. „Kanał” i „Popiół i diament” Andrzeja Wajdy to dzieła, które uczą, wzruszają i przypominają, jak wielką cenę płaci się za wolność. „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego z kolei nie idzie na kompromisy – jest mocny, trudny i potrzebny, bo pokazuje historię bez pudrowania. To nie jest kino „na relaks”, ale właśnie dlatego zostaje z widzem na dłużej.

Nie można też pominąć „1920. Bitwa Warszawska” czy „Miasto 44”, które próbują mówić o historii językiem współczesnego kina. Efekty bywają różne, ale ambicji odmówić im nie sposób. A to w polskim kinie historycznym liczy się równie mocno jak dobre zdjęcia i porządny montaż.

Ranking widza, czyli co warto obejrzeć najpierw

Gdyby ułożyć najlepsze polskie filmy w subiektywny ranking, lista wyglądałaby mniej więcej tak: klasyka Barei na czele komedii, Wajda i Kieślowski w sekcji „obowiązkowe”, a wśród nowszych tytułów Komasa, Pawlikowski i Smarzowski jako trio od zadań specjalnych. Każdy z tych twórców pokazuje inną twarz polskiego kina: jedni wolą śmiech przez łzy, inni ciszę, która mówi więcej niż cały monolog, a jeszcze inni wolą uderzyć widza emocjonalnie prosto między oczy.

Najlepsze polskie filmy to więc nie tylko lista tytułów do odhaczenia, ale też świetny pretekst, by zobaczyć, jak zmieniało się nasze kino i my sami. Bo jedno jest pewne: polskie produkcje potrafią być zabawne, wzruszające, trudne i błyskotliwe – czasem wszystko naraz. I właśnie za tę różnorodność warto je oglądać, nawet jeśli po seansie człowiek ma ochotę powiedzieć tylko: „No, tego się nie spodziewałem”.

Źródło: https://meskiswiat.pl/najlepsze-polskie-filmy-ktore-kazdy-powinien-obejrzec-przynajmniej-raz/