Kto by pomyślał, że jedna z najbardziej barwnych postaci polskiego renesansu będzie kojarzyć się z krętym polityczno-artystycznym życiorysem, majątkiem, który można by mierzyć w hejnałach z wieży mariackiej, i karierą kościelną, która mogłaby posłużyć za wzór biurokratycznego awansu? Stanisław Myszkowski – bo o nim mowa – to postać, której życiem można by obdzielić połowę Sienkiewiczowskiej Trylogii. Przyjrzyjmy się zatem bliżej tej nietuzinkowej postaci, odsuwając na bok kurz z kart historii i przybliżając ją w nieco bardziej przystępny (i humorem okraszony) sposób.

Szlachcic z ambicją – początki kariery

Urodzony w 1551 roku w rodzinie szlacheckiej Myszkowskich herbu Jastrzębiec, Stanisław Myszkowski miał już na starcie więcej niż większość rówieśników – tytuł, koneksje i dobre nazwisko. A jak wiadomo, w XVI-wiecznej Polsce to już połowa sukcesu. Od młodości przejawiał ambicje i talent organizacyjny, dzięki którym szybko wspinał się po szczeblach kariery zarówno świeckiej, jak i duchownej. Kiedy ktoś mówił kariera duchownego, Myszkowski słyszał: Jak szybko można zostać biskupem i jeszcze mieć wpływy w polityce?.

Biskup, magnat i… mistrz marketingu

W 1591 roku został biskupem krakowskim, co od razu postawiło go wśród kościelnej elity Rzeczypospolitej. Ale nie samym modlitwą człowiek żyje – Myszkowski z powodzeniem łączył funkcje duchowe z typowo magnackimi obowiązkami. Posiadał ogromny majątek, w tym miasto Pińczów, które zresztą przekształcił w miniaturową stolicę renesansowej kultury. Jeśli dziś marzysz o byciu influencerem, on już wtedy był nim – tylko zamiast Instagrama, miał kazalnicę i wpływy w Senacie.

Stanisław Myszkowski był promotorem kultury i mecenatem sztuki. Dzięki niemu Pińczów zyskał miano małej Florencji, a sam Myszkowski słynął z zamiłowania do nowinek artystycznych i intelektualnych. O ile dzisiaj artyści szukają mecenasa w grantach, on po prostu kazał wybudować pałac – i zaprosił najzdolniejszych, by tam tworzyli. Prawie jak Open’er Festival, tylko z togiem i bez tłumów.

Szlachecki savoir-vivre i polityczne łowy

Myszkowski jako senator i duchowny potrafił lawirować w politycznym gąszczu niczym kot meandrujący między nogami gości. Wspierał króla Zygmunta III Wazę, choć nie gardził też wyrażaniem własnych poglądów – i to całkiem głośno. Miał charakterek, który doceniali jedni, a przeklinali drudzy. Jego działalność polityczna była jednak na tyle znacząca, że nazwisko Myszkowskich stało się synonimem magnackiej potęgi, czego wyrazem było utworzenie ordynacji pińczowskiej – jednej z pierwszych w Polsce dziedzicznych majoratów, a więc formy zabezpieczenia majątku dla potomnych. Dziś nazwalibyśmy to sprytnym finansowym planem sukcesji.

Kultura? Proszę bardzo!

W epoce, gdy czytanie książek było bardziej elitarną rozrywką niż dziś posiadanie subskrypcji Netflixa, Stanisław Myszkowski wspierał drukarnie, szkoły i uczonych. Dzięki niemu w Pińczowie działała akademia, która przyciągała umysły z całej Rzeczypospolitej. Był również orędownikiem humanizmu i nowoczesnego podejścia do wiedzy. Mówiąc kolokwialnie – był intelektualnym trendsetterem.

Nie da się także pominąć jego wpływu na rozwój architektury. Fundował kościoły, klasztory, a nawet rezydencje mogące dorównać włoskim palazzi. Niewykluczone, że z dzisiejszym budżetem byłby scenografem w hollywoodzkich produkcjach historycznych. Ale tymczasem pozostał jednym z najistotniejszych patronów renesansowego smaku na polskich ziemiach.

Śmierć i spuścizna

Stanisław Myszkowski zmarł w 1603 roku, pozostawiając po sobie nie tylko ogromną fortunę, lecz także spuściznę kulturową, która wykraczała poza jego czasy. Był człowiekiem wielu talentów, o imponujących zdolnościach łączenia sacrum z profanum. Wielu potomnych i uczonych argumentuje, że jego działania miały wpływ na ukształtowanie nowoczesnego modelu mecenatu i sprawowania władzy duchowej w kontekście szerszego porządku Rzeczypospolitej.

Czy był bez skazy? Oczywiście, że nie. Ale któż był? To właśnie ludzkie rysy czynią tej postaci tak fascynującą. Bo w gruncie rzeczy, Stanisław Myszkowski to nie tylko biskup, polityk i magnat – to przede wszystkim człowiek, który potrafił odnaleźć się w epoce zmian i zostawić po sobie porządną, renesansową pieczęć.

Nie sposób nie docenić wkładu, jaki wniósł w rozwój kultury, polityki i życia społecznego. Gdyby żył dziś, zapewne organizowałby TEDx w Pińczowie i miał profil na LinkedIn pełen rekomendacji od królów i humanistów.

Zobacz też: https://chiclifestyle.pl/stanislaw-myszkowski-zycie-prywatne-kariera-ciekawostki/