W świecie czarnego toru, pachnącego metanolem, zakrętów zrytych tyloma śladami, że wygląda jak spirala DNA… tam właśnie narodził się król. I nie, nie mówimy o królu disco polo, ani nawet o królu szos – mowa o królu czystego speedwaya – Taiu Woffindenie. Brytyjczyk urodzony w amerykańskim Scunthorpe, dorastał właściwie gdzieś pomiędzy szprycą a lewym łokciem w gipsie, marząc nie o byciu astronautą, ale o tym, żeby wcisnąć gaz do dechy i zostawić konkurencję w chmurze żużlowego pyłu.

Od Australijskich Piasków po Brytyjskie Torowiska

Choć ma w paszporcie wpisane Brytyjczyk, Tai Woffinden spędził swoje dzieciństwo w Australii. Tam też zaczęła się jego przygoda z motocyklami – najpierw jako młody chłopak podpatrujący tatę, a z czasem jako zawodnik ślizgający się po torze z taką gracją, że kangury z okolicy patrzyły z zazdrością. Przeprowadzka do Wielkiej Brytanii tylko przyspieszyła rozwój kariery młodego Taia. W wieku 16 lat wsiadł na żużlowy motocykl ligowy i… już z niego nie zszedł. No, chyba że do szatni albo po medal.

Mistrzostwa Świata: Trzykrotnie na Tronie

Kiedy w roku 2013 zdobył swoje pierwsze mistrzostwo świata, złośliwi mówili: przypadek. Ale gdy w 2015 i 2018 znów stał na najwyższym stopniu podium – już nikt się nie śmiał, a niektórzy nawet zaczęli ćwiczyć wymowę jego nazwiska. Tai Woffinden został pierwszym Anglikiem w historii, który zdobył trzy tytuły mistrza świata. Rekord? W każdym razie – unikat. A jeśli ktoś sądzi, że wygodne siedzenie i świetny sprzęt wystarczą do triumfu – niech spróbuje skręcić z prędkością 120 km/h bez hamulców, a potem porozmawiamy.

Styl życia, który ryczy jak motocykl

Kluczem do sukcesu Woffindena nie jest tylko talent, choć tego nie można mu odmówić, ale też żelazna dyscyplina, szczypta szaleństwa i… broda. Tak, ta broda widziała więcej torów niż niejedna federacja. Tai to nie tylko sportowiec, ale i showman – z luzem wypowiada się w wywiadach, z uśmiechem macha do publiczności, a jego profil na Instagramie bije na głowę konta wielu celebrytów. Czy to przypadek, że potrafi być jednocześnie surowy i przystępny jak dobrze przyprawiony stek? Nie sądzimy.

Trening czyni mistrza. Mentalność z betonu

Woffinden słynie z piekielnych treningów. Przejeżdża setki okrążeń pomimo obtartych dłoni, bo wie, że każdy łuk może zdecydować o zwycięstwie. Pracuje z psychologiem sportowym, inwestuje w nowoczesne technologie i trzyma dietę, której nie powstydziłby się model fitness. Jego zaangażowanie jest niemal religijne – gdyby ktoś szukał żywego przykładu powiedzenia „albo grubo, albo wcale”, wystarczy spojrzeć na Tai Woffindena goniącego za kolejnym punktem niczym gepard za antylopą.

Tajna broń – zespół, który nie zawodzi

Za plecami każdego wielkiego mistrza stoi drużyna, a w przypadku Woffindena – sztab ekspercki, który potrafi wymienić silnik w czasie krótszym niż zrobienie kawy w ekspresie. Mechanicy, menedżerowie, lekarze, a także najbliżsi – każdy z nich jest trybikiem w precyzyjnej maszynie sukcesu. Woffinden nigdy nie zapomina podziękować im na podium – i słusznie, bo bez ich wsparcia, nawet najlepszy sprzęt może zawieść w najmniej odpowiednim momencie.

Leć chłopie, leć! Żużel w wersji freestyle

Co wyróżnia Woffindena spośród innych mistrzów? Poza umiejętnościami – nieprzewidywalność. Potrafi przeprowadzić atak na dystansie, gdzie kończy się nadzieja, a zaczyna poślizg. Jego styl jazdy to symfonia kontrolowanego chaosu: zakręt pokonuje bokiem, prostą leci jak strzała, i zawsze, ale to zawsze znajdzie lukę, w którą nikt inny by się nie zmieścił. Gdy komentatorzy nie nadążają z opisem akcji, widzowie już wiedzą – to musiał być Tai.

Jego historia to nie tylko pasmo sukcesów, ale też dowód na to, że determinacja, odpowiednie nastawienie i – nazwijmy to sobie wprost – nieco szaleństwa, potrafią zaprowadzić zawodnika na absolutny szczyt. Tai Woffinden pokazał, że bycie mistrzem to nie tylko liczba medali, ale też sposób bycia, styl życia i ciągła walka o kolejny uścisk dłoni ze złotym medalem. Woffinden wciąż jest aktywnym zawodnikiem, więc… kto wie – może tytuł numer cztery już niedługo wpadnie do jego kolekcji? Jedno jest pewne: ten żużlowy maestro jeszcze nieraz zaskoczy świat.

Zobacz też:https://meskimagazyn.pl/tai-woffinden-sylwetka-trzykrotnego-mistrza-swiata-na-zuzlu/