Jeśli nazwisko Myszkowski kojarzy Wam się z tajemniczym bohaterem książki fantasy albo właścicielem zabytkowej winnicy we Francji — to nie jesteście sami. Tymczasem Stanisław Myszkowski to postać jak najbardziej rzeczywista i historyczna, choć nieco zapomniana. A szkoda! Bo choć nie był superbohaterem Marvela, to i tak zapisał się na kartach dziejów z rozmachem, który mógłby zawstydzić kilku dzisiejszych influencerów. Kim zatem był ten dżentelmen i co mu zawdzięczamy? Zapraszam w podróż przez wieki, gdzie główną rolę gra elegancki pan w kontuszu — i to nie byle jaki!

Szlachcic z zadatkami na magnata

Stanisław Myszkowski urodził się w roku 1550, w czasach, gdy Polska była jeszcze Rzeczpospolitą Obojga Narodów, a Zygmunt August kończył dopinać polityczne niezręczności z Habsburgami. Myszkowski był przedstawicielem rodu herbu Jastrzębiec, który z biegiem lat wybił się na niemałą pozycję wśród arystokracji. Jego ojciec — Piotr Myszkowski — był biskupem krakowskim, więc jak się możecie domyślać, Stanisław nie musiał martwić się o wpisowe do Akademii Krakowskiej ani przydział krzeseł w loży senackiej.

Kariera duchowna… z lekkim zwrotem akcji

Podziwiamy ludzi, którzy potrafią się przebranżowić, prawda? Od logistyka do baristy, od nauczyciela do programisty. Stanisław też znał ten ból — choć w XVI wieku jego decyzja mogła wzbudzać bardziej zdziwienie niż zachwyt HR-owców. Zaczął jako duchowny, przyjął święcenia kapłańskie, a później objął zaszczytne stanowisko opata w Lubiniu. Ale spokojnie — nie planował zostać drugim świętym Augustynem. W pewnym momencie powiedział „dość” i postanowił powrócić do świeckiego życia. A że był ambitny oraz… dosyć majętny, szybko zaczął się piąć po szczeblach polityczno-ekonomicznej drabiny.

Książę wiśniowy czy reformator?

Nie, nie chodzi o smak dżemu. W roku 1601 Stanisław Myszkowski otrzymał tytuł księcia — książęcego herbu Myszkowski, na mocy specjalnego nadania od papieża. Wówczas ród Myszkowskich został „uszlachcony ponownie”, co wywołało ferment w środowisku magnaterii. W końcu czemu ktoś, kto już jest szlachcicem, ma otrzymać tytuł zbytni? Być może dlatego, że Myszkowski był nie tylko elegantem polityki, ale też wizjonerem gospodarki. Zakładał miasta, rozwijał swoje dobra dóbr, inwestował w kopalnie i… zamki. Takim właśnie sposobem na mapie pojawiła się miejscowość Mirów z pięknym pałacem rodu Myszkowskich.

Sponsor kultury i człowiek renesansu

Jeśli myśleliście, że Stanisław to tylko fortepian polityki i kantata gospodarki, to czas dodać kilka nut mecenatu sztuki. Myszkowski należał do bractwa literatów, był fundatorem szkół parafialnych i wspierał działalność kulturalną na szeroką skalę. Dzisiaj nazwalibyśmy go może lifestyle’owym mecenasem, kimś, kto inwestuje nie tylko w mury, ale i w idee. Dbał o rozwój edukacji, piękna i wiedzy. Słowem — miał gest, którego nie powstydziłby się nawet obecny minister kultury (przynajmniej według broszury).

Gdzie dziś spotkamy Myszkowskiego?

Choć Stanisław Myszkowski zmarł w 1603 roku, jego ślady — mniej lub bardziej wyraźne — przetrwały do naszych czasów. Znajdziemy je w postaci zamków, pałaców i nazw miejscowości, które zawdzięczają mu swoje istnienie. Jego postać przypominają też liczne źródła historyczne oraz nowoczesne media. Dla ciekawskich, więcej informacji o tym barwnym człowieku można znaleźć tutaj.

Choć od śmierci Stanisława Myszkowskiego minęły ponad cztery wieki, jego postać wciąż intryguje i inspiruje. Był człowiekiem wielu talentów i pasji: duchownym, świeckim, politykiem, reformatorem, inwestorem i mecenasem sztuki w jednym. Dziś nazwalibyśmy go pewnie „człowiekiem wielu kapeluszy” — i każdy z nich nosił z równą godnością. Może warto raz na jakiś czas odkurzyć biografie takich postaci, by zrozumieć, jak wielu ludzi miało wpływ na kształt Polski, a przy okazji dowiedzieć się, że historia to nie tylko data i bitwa, ale też cała plejada kolorowych, nierzadko ekscentrycznych bohaterów. No i hej — czyż to nie lepsze od kolejnego scrollowania social mediów?