Na korcie porusza się z gracją baletnicy i precyzją szwajcarskiego zegarka. Jego serwis potrafi zahuczeć niczym piorunowy grzmot, a mimo to poza kortem jest cichy, spokojny, wręcz tajemniczy. Hubert Hurkacz – nazwisko znane każdemu fanowi tenisa, ale czy wiemy coś więcej o jego codziennym życiu? Zaglądamy za kulisy, aby odkryć, kim naprawdę jest Hurkacz, gdy zdejmuje sportowe buty.
Od Wrocławia do Wimbledonu
Hubert Hurkacz urodził się 11 lutego 1997 roku we Wrocławiu – mieście krasnali, mostów i, jak się okazuje, tenisowych talentów. Już od najmłodszych lat wykazywał się nie tylko zamiłowaniem do sportu, ale i zawziętością, która dziś wynosi go na szczyty światowego tenisa. Jego mama była mistrzynią Polski w tenisie, co czyniło dom Hurkaczów miejscem, gdzie rakieta była naturalnym przedłużeniem ręki.
Pierwsze profesjonalne kroki stawiał w wieku 15 lat. Początek nie należał do najłatwiejszych – niewygodne hotele, dalekie podróże i porażki, które jednak hartowały ducha. Dopiero w 2018 roku świat szerzej usłyszał o polskim tenisiście po udanym występie w Pucharze Davisa. A potem? US Open, Wimbledon, Miami Open, aż w końcu pierwsze zwycięstwo w turnieju ATP Masters 1000. „Hubi” – jak czule nazywają go fani – na dobre rozgościł się w elicie.
Rodzina – prywatny team wsparcia
Gdyby tenis był filmem, to rodzina Hurkacza bez wątpienia znalazłaby się na liście producentów wykonawczych. Mama Zofia, była tenisistka, od samego początku była jego trenerką, mentorką, doradcą i – jak sam mówi – największym wsparciem. Dziadek Jerzy również ma sportowe korzenie – był koszykarzem, więc geny ewidentnie nie poszły w las (ani na ławkę rezerwowych).
Mimo że Hubert Hurkacz życie prywatne stara się chronić przed medialnymi fleszami, wiadomo, że z rodziną łączy go niezwykle silna więź. To oni są przy nim, gdy gra o tytuły, i wtedy, gdy trzeba otrzeć łzy po przegranej w pięciosetowym maratonie. Nawet jeśli na korcie jest samotnym wojownikiem, jego drużyna zawsze czuwa tuż obok.
Mistrz rakiety i… kierownicy?
Kiedy nie trzyma rakiety, nie zwija się w locie jak polski Batman nad kortem, Hubert Hurkacz oddaje się swoim pasjom. Jedną z nich są… samochody. I to nie takie zwykłe, tylko te, które można obudzić jednym stukiem w pedał gazu. Plotka głosi (choć niepotwierdzona przez samą gwiazdę), że gdyby nie tenis, mógłby zostać kierowcą rajdowym. Ot, taki drugi Robert Kubica, tylko z innym zestawem talentów.
Hubert to także ogromny fan koszykówki – być może zainspirowany dziadkiem. Chętnie ogląda mecze NBA i nie ukrywa, że gdyby nie tenis, możliwe, że kozłowałby piłką gdzieś w amerykańskiej lidze. Również podróże są jego pasją. I choć ciągłe turnieje same w sobie są już niezłą wycieczką, to Hurkacz ceni sobie momenty, gdy może bez pośpiechu odkrywać nowe kultury – lub chociaż nowe kawiarnie w Paryżu i Nowym Jorku.
Hubert Hurkacz życie prywatne – cicha tajemnica
W dobie celebrytów, selfie i dzielenia się każdym kęsem śniadania na Instagramie, Hubert Hurkacz idzie pod prąd. Życie prywatne traktuje jako swoją twierdzę. Nie obnosi się ze związkami, nie widzimy go na ściankach z celebrytami, nie bije rekordów w liczbie postów dziennie. Wszystko to sprawia, że z każdym sukcesem rośnie też nasza ciekawość – kim tak naprawdę jest poza kortem?
Nieliczne wypowiedzi wskazują na osobę stonowaną, skupioną i nieco introwertyczną. Lubi ciszę, skupienie i dobrą książkę. W wolnym czasie potrafi „zniknąć” i naładować baterie z dala od świata. Taka taktyka zdaje się działać – nie traci energii na błysk fleszy, tylko wykorzystuje ją tam, gdzie naprawdę się liczy: na kortach największych światowych turniejów.
Choć Hubert Hurkacz życie prywatne traktuje nieco jak sekret państwowy, jedno jest pewne – jego historia to inspiracja dla tych, którzy wierzą, że pasja, ciężka praca i odrobina pokory mogą przenieść ich z podwórka wrocławskiego osiedla na murawę Wimbledonu.
Hubert Hurkacz to nie tylko as serwisowy i zdobywca tysięcy punktów rankingowych. To także wrażliwy introwertyk, który kocha sport, dobra kawa i szybkie samochody. Jego życie prywatne może nie przypomina filmu akcji, ale z pewnością zasługuje na ekranizację – najlepiej taką z humorem, sercem i kilkoma smeczkami w zwolnionym tempie. A kto wie – może jeszcze wiele rozdziałów tej historii dopiero przed nami…
Przeczytaj więcej na: https://meskimagazyn.pl/hubert-hurkacz-zycie-prywatne-co-wiadomo-o-tenisowym-talencie-poza-kortem/.