Zanzibar – brzmi egzotycznie, prawda? To słowo ma w sobie więcej magii niż wszystkie Toi-toie na Open’erze! Ale zanim zaczniemy marzyć o plażach z piaskiem bielszym niż uśmiech influencera po wybielaniu, warto zadać sobie jedno pytanie: czy Zanzibar to państwo? Śpieszymy z odpowiedzią – nie tak szybko, bo po co psuć zabawę na samym początku?
Czym właściwie jest Zanzibar?
Zanzibar to archipelag leżący u wschodnich wybrzeży Afryki, składający się głównie z dwóch większych wysp: Unguja (często potocznie nazywana Zanzibarem) i Pemba, a także z całej rzeszy mniejszych, ale równie uroczych wysepek. Unguja to największa z nich, i właśnie ona najczęściej ląduje w katalogach biur podróży jako to „rajskie miejsce, gdzie nawet komary mają urlop”.
Chociaż wiele osób myśli, że Zanzibar to kraj, to w rzeczywistości formalnie nie jest niezależnym państwem. To jednostka administracyjna wchodząca w skład Zjednoczonej Republiki Tanzanii. Tak, Tanzanii – tej samej, której nazwa brzmi jak połączenie tanecznego kroku z egzotycznym drinkiem z parasolką!
Zanzibar i Tanzania – małżeństwo z rozsądku
W 1964 roku Zanzibar i Tanganika (która była kontynentalną częścią) połączyły swoje siły i utworzyły Tanzanię. Ta fuzja wcale nie była spowodowana zachwytem nad wspólnymi plażami, ale raczej polityczną kalkulacją i próbą budowy silniejszej, bardziej zintegrowanej nacji afrykańskiej. Zanzibar zachował jednak sporo autonomii i ma własny prezydent, rząd, a nawet parlament!
W praktyce oznacza to, że kwestie imigracyjne, walutowe i wojskowe reguluje rząd centralny Tanzanii, ale w sprawach wewnętrznych – takich jak edukacja, służba zdrowia, czy promocja lokalnych przypraw – Zanzibar rządzi się sam. Czy nie brzmi to jak życie w związku, gdzie jedno wynosi śmieci, a drugie decyduje o kolorze zasłon?
Paszport, flaga i hymn – czy Zanzibar udaje państwo?
Zanzibar ma swoją flagę. Serio! Trójbarwna – niebieska, czarna i zielona z cienkimi białymi paskami – powiewa dumnie nad turystycznymi kurortami. Ma również własny hymn i, jak wspomniano wcześniej, odrębny parlament. Brakuje mu tylko paszportu, oficjalnej reprezentacji w ONZ i własnej drużyny piłkarskiej w Mistrzostwach Świata – ale kto wie, wszystko przed nim!
Choć Zanzibar ma własne symbole narodowe, nie oznacza to, że jest niezależnym państwem. Raczej przypomina nastolatka z pokojem z tabliczką „Nie wchodzić bez pukania” – formalnie mieszka z rodzicami, ale próbuje żyć po swojemu.
Turystyczna iluzja niepodległości
Odwiedzając Zanzibar, można łatwo złapać się na iluzję, że znajdujesz się w innym kraju. Loty międzynarodowe, kontrola paszportowa, wiza turystyczna – wygląda to jak pełnoprawne państwo. Ale w rzeczywistości jest to autonomiczny region Tanzanii. To tak, jakby Kaszuby ogłosiły swoją niepodległość, miały własną walutę – np. „złoty borowiacki” – i kontrolę graniczną przy wjeździe z Trójmiasta…
Ale oczywiście, Zanzibar wykorzystuje tę niezależność promocyjnie. Agencje turystyczne, blogerzy i Instagram krzyczą: Wakacje w Zanzibarze – odkryj inny świat! I mają rację – choć politycznie to nie kraj, kulturowo i klimatycznie różni się od lądu tak, jak kokos różni się od marchewki.
Zapytajmy raz jeszcze – czy Zanzibar to państwo?
Z całym szacunkiem do jego egzotyki, samodzielności i charakteru: nie, Zanzibar to nie jest niezależne państwo. To region należący do Tanzanii, który zachował sporą autonomię. Więc kiedy zastanawiasz się, czy Zanzibar to państwo, odpowiedź brzmi: politycznie nie, kulturowo – absolutnie tak.
A jeśli nadal drapiesz się po głowie z myślą czy Zanzibar to państwo, to mamy dla Ciebie solidną dawkę dodatkowych faktów w linku. W końcu informacji nigdy dość!
Podsumowując, Zanzibar to jedna z najpiękniejszych części świata, w której poczujesz się jak na innej planecie, mimo że formalnie nadal jesteś w Tanzanii. To trochę jak odwiedziny u bardzo bogatego kuzyna – miejsce inne, luksusowe, z własnymi zasadami, ale nazwisko na skrzynce pocztowej wciąż to samo. Jeśli więc planujesz urlop, Zanzibar to świetny wybór – nawet jeśli z administracyjnego punktu widzenia nie dokleisz kolejnej pieczątki do swojej kolekcji paszportowych podbojów.