Designerski zakręt: kiedy sztuka spotyka życie codzienne
Gdyby dizajn miał duszę, Małgorzata Rygalik z pewnością byłaby jego terapeutką. Czasem uczy go, jak funkcjonować w przestrzeni miejskiej, innym razem – że stół to coś więcej niż mebel do odstawienia kubka z kawą. W świecie, gdzie formy gonią funkcje (a czasem uciekają), Rygalik łapie je za rękaw i przypomina, że projektować można z sensem, sercem i sporą dawką… charakteru. Kim jest kobieta, która zrewolucjonizowała polski design, nie zapominając przy tym o humorze i praktycznym zacięciu? Czas rozwikłać ten designerski rebus.
Konkretna kariera z miękkim wykończeniem
Małgorzata Rygalik to nie tylko projektantka – to kreatywna orkiestra jednoosobowa. Ukończyła Wydział Wzornictwa Przemysłowego na ASP w Łodzi, a później szlifowała swoje designerskie szpony w Nowym Jorku i Londynie. Jej kariera to przykład nieustannego balansowania pomiędzy eksperymentem a użytecznością – bez zbędnego zadęcia, ale z odpowiednią dawką śmiałości.
Jako projektantka, edukatorka i kuratorka, Rygalik działa nie tylko za biurkiem. Przez wiele lat związana była z Wydziałem Wzornictwa ASP w Warszawie, gdzie dzieliła się swoją pasją i wiedzą z kolejnym pokoleniem projektantów. Jej doświadczenie międzynarodowe – w tym współpraca z Parsons School of Design – sprawia, że wnosi na polski grunt estetykę z najwyższej półki (zmontowaną, rzecz jasna, według zasad zero-waste).
Projekty, które mają coś do powiedzenia
Małgorzata Rygalik nie projektuje po to, żeby było „ładnie”. Każdy jej projekt to opowieść – o człowieku, przestrzeni albo naszej skomplikowanej relacji z przedmiotami. Czy to elegancki stół dla Bartka, czy instalacja zachęcająca do refleksji na temat konsumpcji, wszystko jest „po coś”.
Współpracuje z markami, które wiedzą, że design to więcej niż powierzchowność – między innymi z IKEA, Paged czy Noti. Wraz z mężem, Tomkiem Rygalikiem, współtworzy Studio Rygalik – kreatywny kolektyw, który potrafi przekształcić zwykłe krzesło w manifest estetycznej odwagi. Zaglądasz na ich stronę, widzisz produkt i myślisz: „O rety, to ma sens!”.
Wpływ na design większy niż lampa w IKEA
Niektórym może się wydawać, że design to fanaberia dla najbogatszych albo artystów oderwanych od rzeczywistości. Małgorzata Rygalik udowadnia, że to bzdura. Dla niej design to codzienność – ułatwianie życia, odpowiadanie na zmieniające się potrzeby społeczeństwa, a czasem nawet naprawianie świata, jeśli tylko da się to zrobić za pomocą mebla lub ekspozycji.
Jest współzałożycielką fundacji Sobole, która organizuje rezydencje artystyczne i promuje twórczość opartą o lokalne wartości. Dzięki takim inicjatywom design przestaje być tylko „piękny” i staje się też mądry, empatyczny oraz zaangażowany. A to w obecnych czasach brzmi jak przepis na sukces – z recyklingiem stylu w tle.
Mistrzyni nieoczywistości
W świecie pełnym projektów z Instagrama, które wyglądają dobrze tylko przez filtr, prace Małgorzaty Rygalik funkcjonują jak powiew świeżego powietrza. Są nieoczywiste, prowokujące, ale jednocześnie praktyczne. To design, który nie boi się mówić głośno, ale też wie, kiedy lepiej szeptać. Niezależnie, czy pracuje nad wystawą, warsztatem czy produktem – potrafi odnaleźć historię, którą warto opowiedzieć.
Jej wpływ na młodych projektantów i branżę można porównać do wpływu dobrego espresso w poniedziałek rano – pobudza, oczyszcza i zostawia miły posmak. Nic dziwnego, że nazwisko Rygalik zyskało markę samą w sobie.
Małgorzata Rygalik to dowód na to, że design może być zarówno piękny, jak i odpowiedzialny. Jej twórczość to balans między formą a sensem, estetyką a etyką. Dla jednych wizjonerka, dla innych przewodniczka po świecie przedmiotów z duszą. Jedno jest pewne – bez niej polska scena designu byłaby znacznie mniej ciekawa. I zdecydowanie bardziej nudna.
Zobacz też:https://wysokieszpilki.pl/malgorzata-rygalik-kim-jest-i-czym-sie-zajmuje/